piątek, 13 grudnia 2013

At the bottom

 
 

At the bottom

 
Widziałem ich wszystkich
Ich szpetne twarze
Ręce powykrzywiane
Martwe usta i oczy
Chcieli zabrać mnie do siebie
Ochrzcić nienawiścią
Ich palce ciągle mną szarpały
Cienkie niczym węże
Byli kiedyś jak ja
Przeszli przez tafle wody
Tam głęboko
Każdy z nas stoi na brzegu opleciony ich słowami
Nie można odejść
Jedynie miłość do stworzeń
Zniekształconych ludzi
Uwalnia od blizn i bólu
Patrząc codziennie na twarze z głębin
Pytam siebie czy nadejdzie kiedyś mój czas
Słychać ich krzyki nienawistne
Bluźnierstwa wbijające się do środka
Wciąż ranią nasze ciała
Wyciągając chude ręce znad jeziora
Połykają nasz oddech
Karmiąc się bólem
 
Lecz miłość jest uwolnieniem
 Od ran przez nich zadanych
Zmywa blizny
Tylko trwać w chwili uniesienia


sobota, 23 listopada 2013

Murmurationis

 

Murmurationis

Wyznawca spokojnego hałasu
Witaj w domu pokoju
Wołania przedzierające się przez ściany
W holu zalanym wodą
Pływają motyle
Depresyjny sen
Przychodzi jedynie tej nocy
Wołając o pomstę
Czując oddech twej duszy
Czyta manuskrypty twoich oczu
 
Przemieszczają się po hotelu nienawiści
Poszukując twojego numeru
Z okien wieje czarny wiatr
Jesteśmy tu uwięzieni
 Razem z dźwiękami wody
Powoli
Powietrze nas dusi
 
W maskach dotykając innych drzwi
Wciąż pukają, nieprzerwanie
Straceni
Otwierają siejąc zamęt
Wszystko jest niczym
Krzyki nocnego koszmaru
W domu świata
Wszyscy zduszeni
Bez chęci wyjścia
Woda wlewa się przez okna
Topią się we własnej niemocy
Martwe dłonie wywieszone nad murami
Nie ma sensu skrycia
Wrzaski docierają przez bariery
Wołając o ratunek
Każdy dzień, bez przerwy
W swoich pokojach, skuleni
O czarnych oczach
Ślepi, niemi głusi
Okaleczeni przez siebie
Nie wołaj o pomoc
Otwórz się na te krzyki
 
 

Zdjęcie nie jest moje,  to screen z teledysku Negi ,,Munashiki Sei」 no Guui 「Shi」 no Shini "

 

piątek, 15 listopada 2013

Damnetur


 
 

Damnetur

 Ten świat mnie zabija
Wszystko jest obce
Dlaczego urodziłem się w tym miejscu ?
Dlaczego ludzie umierają za życia ?
Puste ciała chodzą po ulicach
Fałszywość doprowadza mnie do szału
 
Ujrzałem demona śmierci
Wyłaniający się z głębin czerni
Słowa tabu okalające jego ciało
Palące się szkarłatem
Człowiek bez twarzy o spalonej skórze
Pożerał istnienia
 
Czuje złudny ból
Ludzie zostają pozbawieni siebie
Idą ku śmierci
Z radością
Przegryzając szklane ciała
Szaleńcy bez imienia
Z dziurawą piersią kroczą obok mnie
Wyrywają człowieczeństwo innym
Spowite mgłą ulice
Masochiści
Otwarte czaszki ciemności
Apatia, przyjaciel instynktu samodestrukcji
Dlaczego budzenie jej sprawia im przyjemność ?
Pozbywają się siebie
Energii
Demony karmią się nimi
Tak długo, aż staną się martwi
Ból będący ukojeniem
 
Przestańcie się zabijać
Nikt nie potrafi żyć
A każdy potrafi zabić
 
Tworzenie jest pięknem
Destrukcja chaosem
 
 
 


sobota, 26 października 2013

Vanitas

 

Vanitas

Siedem drzwi do domu śmierci
Paradoksalne otwarte światło
Głos, który woła przez wieczność
Tron spowity krwią czarnych węży
Dzieci wołające na krańcu Ziemi
Kwiaty lykorysu zajmujące łąki raju
Tęcza nad światem nienawiści
Szmaragdowy księżyc bez blasku
Pochłaniający ciemność
Czterech zabitych
Krzyczących na łąkach ludzkich
Białe szaty splamione przez paradoks
Złote wieńce słońca opadły do wiecznego morza
Widzę tylko błyskawice
I te głosy
Istniejące wraz z szumem liści
Płonące świece zatopiły się w istnieniu
Siedem dusz zbierających życie
Morze zamarło
Karmiąc się sobą
Istoty ludzkie pogrążone w otchłani szaleństwa
Wciąż żyjące
Na horyzoncie
Wśród śmierci
Lew bez serca
Cielec bez skrzydeł pełen oczu
Zabrał istnienie
Wieczność wśród pól elizejskich usłanych cierniami
Ten co istniał
Modlitwa w agonii
Aksjomat śmierci przypomniał o śnie
Bogowie zjedli swoje dzieci
Strony życia delikatnie opadły na wieczność
 
 
 


Bonum nocte

 

Bonum nocte

 
Nie chciałem widzieć tego świata
Tej pustki ogarniętej przez deszcz
Nie chciałem tu wracać
Głuche słowa odbijające się od szarych ścian
Słyszę tylko łkanie
Śpiew martwych duszy
Zabierzcie mnie stąd
Pełno ornamentalnej historii
Stworzonej z krwi
Ostatnie tchnienie
Oderwane od rzeczywistości
Jedyna prawda
Która i tak zanika
Powoli
Wraz z każdą kroplą
Do nieskończoności
Chcę zobaczyć znów słońce
Zabrałaś mnie tu
A teraz umieram wśród obcych

piątek, 4 października 2013

Hominem

 

Mors Hominum

Otwarłem usta
Słowa zadrżały w powietrzu
Ta delikatność, która cię przeraża
Nie patrz za ścianę
To woła cię nienawiść
Ciche pożądanie, które gwałci tą cisze
Otworzyła się zamęć paradoksu
Twardy świat bez boga
Coś zginęło wśród krzyku
Zawodzenie wżerające się w skórę
Oczy spojrzały na ten pejzaż nienawiści
To co przed chwilą było białą wstęgą stało się czernią
morze bezwładnego światła
Człowiek, który nie istniał
Kobiecość została zgniecona
Amnezja czyści nam umysły
Wciąż wołając o pomstę
Szaleńczy krzyk dławiący usta
Ah... czym jest ten świat
Tylko nie skończoną wiecznością
I tak skończymy oszaleli zjadając siebie
Te krzyki
Słychać je cały czas
Przebijają me uszy
Oczy krwawią czernią
Czerwień ukryta w martwej zasłonie
Kula życia się rozpadła
Na niebie ciemności
Złoty deszcz wyzbył nas do końca
Chcąc zbawić się resztkami
Bo na tym świecie człowieczeństwo czasem znika
Mówiłeś kiedyś o prawdziwym świecie
Chcę w nim zatonąć w moim śnie
Nikt nie pamięta moich słów
Moje pieśni są dla nich tylko bełkotem
Konającego człowieka
Budząc się jak motyl
Co dzień
Zrozumienie jest znikome
Znam was wszystkich
Lecz moje imiona są dla was obce
Brzytwa na końcu życia
Cienka linia