Kesshō
Pękł lód kryształu nocnego
Kwiat pustynnego śniegu
Ogień palący płuca
Szarość zasłoniła niebo
Głos odbijający się w ciszy
Wśród tej pustki
Chłodu niezmiernego
Umieram
Zawodzący krzyk płaczu
Krwawiące płuca
Otwarły mi ścieżkę
Do piekła...
Moje oczy
Ślepe
Bezdenne
Pytam się gdzie jest światło
Pragnienie zdusiło mi gardło
Chciałem zawołać
Jak długo jeszcze
Moje ciało się stapia
Boże powiedz mi w którą stronę mam iść
Gdzie jest to światło, którego szukam
Głęboko
Aż do dna ziemi
Wciąż spadam
Niech mnie ta ziemia pochłonie

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz