Śnieg
Biały czas,
ciemność spowita białym puchem
Życie zamiera,
chłodne melancholijne złudzenie
Martwe ciało pokryte
blaskiem, srebrnej śmierci
Czarnobiały świat
Białe płatki spadają
Rozgrzane ciało
zamiera
Słowa milkną w
ciemności niczym myśli upadłych aniołów
Wiatr targa złote
włosy, bawiąc się nimi
W głębinach pustynnej
przestrzeni, głos zamiera
Martwe ciało drży,
twoje życie upadło…
W głębinach pustynnej
przestrzeni, gdzie czerń się mieni słychać śpiew
Śpiew konającego
człowieka
Sens twojego listu
zaginą
Litery zlewają się
niczym lekki śnieg
Chłodne powietrze przeciął
krzyk
Przymykam powieki,
uśmiech znika pod zasłoną nocy
Jeśli nawet wiem, że
jutro zginie
Nie będę niczego
żałować
Nie ma ucieczki
Żegnaj zapadam się w melancholii

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz